Witam Cię serdecznie w drugiej części artykułu o zamiennikach produktów standardowo używanych w naszych kuchniach. Zgodnie z tytułem, w tej części „weźmiemy pod lupę” mleko i standardowo używane tłuszcze.

Tutaj podaję Ci linka do cz. pierwszej o cukrze, soli i mące 

 

 

Mleko

 

Szklaneczka mleczka roślinnego – tu: ryżowe 🙂

Mleko w zamyśle natury nie jest pokarmem dla dorosłych. Przynajmniej podstawowym. Dlaczego i skąd to wiemy?

Z wiekiem zwykle tracimy enzym laktazę, konieczny do trawienia laktozy, czyli cukru zawartego w mleku. Stąd zgagi, wzdęcia i inne sensacje u większości dorosłych spożywających produkty z laktozą. Niektórzy sądzą, że sprytnie pozbędą się problemu przerzucając się na mleko bez laktozy. Mój znajomy, lekarz, stwierdził, że takie mleko to już nie mleko. Śmiejąc się wówczas z jego ciętego dowcipu i popijając kawę z takowym mlekiem przekonana, że dobrze czynię, nie zastanawiałam się zanadto nad trafnością jego spostrzeżenia. Uznałam, że i tak robię wiele dobrego dla mojej tarczycy, bo przecież nie drażnię jej laktozą. Laktozą może nie, ale kazeiną już tak.. Kazeina to białko potrzebne zwierzętom do wytwarzania kopyt, rogów itd. Czyli nam ogólnie średnio przydatne. U ludzi kazeina często powoduje reakcje alergiczne o charakterze autoimmunologicznym, w dużym uproszczeniu.

Poza tym mleko jest pokarmem (to dyskusyjne czy w wieku dojrzałym w ogóle nim jest) zakwaszającym. Aby odkwasić powstałe w wyniku spożywania nabiału (ale nie tylko) środowisko, organizm pobiera wapń z kości, czyli z miejsca, gdzie powinien być. Tak oto, często pijąc mleko w wieku dorosłym wcale nie dostarczamy sobie wapnia, albo dużo mniej, niż chcielibyśmy. Nasze organizmy nie potrafią z mleka skorzystać tak, jak w dzieciństwie. Wydaje się także, że skutki zakwaszenia wskutek spożywania mleka bardziej dotykają dorosłych, aczkolwiek to moje luźne spostrzeżenie.

Właśnie, liczne badania wskazują, że wysokie spożycie mleka w dzieciństwie zapewnia właściwą gęstość kości z uwagi na dużą w mleku zawartość wapnia (wapń jest ich najważniejszym budulcem).Potwierdzałoby to tezę, że mleko jako pokarm najmłodszych spełnia swoją rolę. U starszych już niekoniecznie. Tutaj podaję Ci link do dość obszernego arta o kontrowersjach dotyczących mleka. 

Mleko krowie dostępne w sklepach jest pasteryzowane i sterylizowane, nie jest zatem żywym pokarmem. Obydwa te procesy powodują straty składników odżywczych, przy czym sterylizacja dużo większe.

Pomijam już fakt, że masowa hodowla zwierząt wykorzystywanych do masowego wytwarzania nabiału i mleka (ta cała pasteryzacja, sterylizacja to już chyba jednak wytwarzanie produktu), pozostawia wiele do życzenia pod względem etycznym, jeśli interesuje Ciebie ta kwestia. Jeśli więc to Cię interesuje i chciałabyś zerknąć, to tu masz linka. I tu. A także tu, przy czym o mleku będzie mowa po 30 minutach wykładu. Mówię Ci o tym na wypadek, gdybyś jednak nie chciała słuchać o weganizmie.

Wspomnę tylko, że poziom laktozy jest większy w produktach mlecznych niefermentowanych, niż w tych, które poddane zostały fermentacji. Tak więc więcej laktozy ma mleko niż np. kwaśniejsze w smaku: kefir, jogurt, sery.

Jeśli pijesz mleko bez laktozy, to pewnie popukasz się w tej chwili w głowę i zapytasz o co kaman, bo właśnie mleko bez laktozy jest szczególnie słodkawe w smaku, a jednak jest bez laktozy.  Tak, owszem. Niech Cię to jednak nie zwiedzie. Tu proces „odlaktozowywania” nie jest procesem naturalnym, tylko większą niż w zwyczajnej produkcji ingerencją, co wpływa na smak.

Co ciekawe, czym innym jest nietolerancja mleka, a czym innym alergia na nie. Będzie o tym więcej we wpisie o nietolerancjach i alergiach pokarmowych.

Produkty bio z hodowli ekologicznych opierają się na nieco innych podstawach, jeżeli chodzi o wytwarzanie pokarmów, co jest istotne dla Twojego zdrowia, biorąc pod uwagę właściwości samych produktów i tego, co zawierają.

Jeśli chciałbyś spróbować choć trochę się odkwasić i odciążyć organizm ze skutków niefajnej diety na co dzień, to dobrym rozwiązaniem jest zastąpienie przynajmniej w części mleka pochodzenia zwierzęcego mlekiem roślinnym. Wiem, nie zabiela kawki tak samo jak to „normalne”, ale w bonusie dostajesz wapń właśnie, dobrej jakości białko i zero zakwaszenia. Pozostałą część dobrze jest zastąpić świeżym mlekiem, albo mlekiem z hodowli ekologicznych. Oczywiście jeśli nie dotyczy Ciebie nietolerancja mleka lub alergia na jego białka.

Jeśli więc chcesz wymienić mleko pochodzenia zwierzęcego na mleko roślinne to jaki masz wybór? Coraz większy. W sprzedaży możesz nabyć najczęściej  mleko sojowe (najlepiej trzymaj się od soi z daleka jeśli chorujesz na tarczycę – ze względu na goitrogeny – substancje występujące naturalnie w niektórych warzywach, szczególnie w soi, hamujące pracę tarczycy), migdałowe, ryżowe, owsiane lub kombinacje paru spośród nich. Owsiane to już gluten, więc to też kwestia decyzji. Mleka kokosowego z kolei używamy w celach spożywczych nieco inaczej ze względu na jego konsystencję. Jeżeli chodzi o mleko roślinne, cenowo wychodzi ono zwykle około dwa razy tyle, co mleko zwierzęce i to byłby jedyny minus, gdyż z dostarczaniem wapnia i składników odżywczych robi „dobrą  robotę” 😉

Wracając do tego wapnia, to wspomnę tylko, że dorosłe zwierzęta nie żywią się mlekiem. Dla nich źródłem wapnia są liściaste rośliny zielone. Dla nas zresztą też, jakże często niedostrzeganym i niedocenianym. Jednak sztuka zbilansowania takiej diety, w której pomimo odstawienia nabiału będziesz potrafiła zapewnić sobie odpowiednią podaż wapnia z roślin, jest nie lada wyzwaniem, dlatego lepiej nie odstawiać nabiału zanim upewnimy się, że ową sztukę mamy opanowaną. Zwykle witarianie wiedzą, o co chodzi, ale też nie od razu.

Wybacz, że zrobiłam Ci delikatne pranie mózgu odnośnie tematu mleka (jest on kontrowersyjny), o ile doczytałaś do tego momentu ;). Wiedz, że chcę, abyś poznała temat mleka z poziomu różnych argumentów i aspektów zagadnienia pod tytułem: pić czy nie pić mleka, a jeśli już, to jakie. I abyś dokonała najlepszego dla siebie wyboru.

 

Tłuszcz

Tematom tłuszczów należą się osobne wpisy i takie też będą. W skrócie najgorsze są rafinowane tłuszcze trans. Czyli wszelkie margaryny i inne masłopodobne, to tłuszczowy junk food (śmieciowe jedzenie z amerykańska ;). Lepiej ich unikać. Jeśli lubisz posmarować pieczywo, masło będzie najrozsądniejszym wyborem, jeżeli jeszcze nie odbierasz na tych samych falach z olejem kokosowym na kanapce. Najlepsze jest masło prawdziwe, takie prawie pomarańczowe, od krowy karmionej trawą. To znakomite źródło lizyny – aminokwasu, którego potrzebujesz.

Na olej lniany musisz uważać, jeśli jesteś kobietą, w wieku estrogenowego wyżu, czyli reprodukcyjnym 😉 Jeśli w dodatku masz mięśniaki to dobrze byłoby rozważyć, czy w ogóle olej lniany jest Ci potrzebny, gdyż zawiera substancje, które w organizmie zachowują się podobnie do estrogenów i podobnie do niego działają. Jeśli więc masz mięśniaki, to w Twoim przypadku estrogenu zapewne jest za dużo w odniesieniu do progesteronu i to jest prawdopodobnie główną  ich przyczyną. Spożywając olej lniany mogłabyś pogłębiać ten problem. Podobnie uważaj z siemieniem lnianym. Wiem, olej lniany i siemię lniane to istotne elementy kuracji dr Budwig na przykład. Tak, ale nie dla hiperestrogennych, czyli tych kobitek, które mają nadwyżkę estrogenu. Jest też przecież protokół dr Gersona, który nie powoduje ryzyka podwyższenia estrogenu.

Obecnie nierafinowany olej kokosowy i olej z oliwek z pierwszego tłoczenia wydają się być najbezpieczniejszymi, posiadającymi w dodatku mnóstwo zalet tłuszczami, których skutki spożywania można zweryfikować.

Znane są przecież korzyści prozdrowotne diety śródziemnomorskiej.

Wiadomo też, że żywieniem opartym na kokosie leczy się na Filipinach wiele schorzeń. Zawarte w kokosie kwasy: laurynowy oraz kaprylowy to mega wymiatacze wirusów, bakterii i stanów zapalnych. Będzie o tym w osobnych wpisach.

A na koniec bonusik – wyjaśnienie. Jak to się dzieje, że niezdrowe produkty same będą stopniowo  od Ciebie odpadać? Nic nadzwyczajnego 🙂 Z czasem organizm będzie pozbywał się toksyn nagromadzonych z powodu niezdrowego jedzenia. Spowoduje to stopniowe zmniejszenie pociągu do niezdrowych produktów, odpowiedzialnych za magazynowanie tych toksyn. Poza tym odżywiając się zdrowo i w razie potrzeby suplementując, będziesz dostarczać sobie tych minerałów i składników odżywczych, których potrzebujesz, co wyeliminuje z czasem ochotę na niezdrowe przekąski. Nie stanie się to od razu, a do detoksykacji potrzeba trochę więcej niż tych niewielkich zmian, ale są one drogą w dobrym kierunku.

Jak widzisz nie trzeba od razu przewracać całego swojego kulinarnego świata do góry nogami, żeby sobie go trochę polepszyć. Stopniowe zmiany wyjdą na dobre Twojemu zdrowiu, o ile będą konsekwentne.

Tutaj znajduje się link do części 1 o cukrze, soli i mące.

Smacznego i zdrowego 🙂

Twoja Jagodowa 🙂


Disclaimer: Nie jestem lekarzem i nie leczę. Zamieszczane tu treści mają charakter jedynie informacyjny i edukujący. Dlatego nie mogą one zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Opisywane tu zagadnienia przedstawiane są wieloaspektowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *