Zgodnie z obietnicą kontynuuję temat rozpoczęty w części 1 tego artykułu, podając Ci kolejne patenty na to, czego nie lubi nowotwór.

Pasta dr Budwig

O paście dr Budwig dowiedziałam się od kolegi, z którym  rozmawiałam o moich zmaganiach z własnymi schorzeniami. Dziękuję Jacku.

Po początkowym okresie fascynacji pastą dr Budwig, przyszedł okres bardziej krytycznego przyjrzenia się temu, skąd inąd jednak wspaniałemu wynalazkowi.

Po pierwsze, moim skromnym zdaniem, pasta odpada przy autoimmunologii, kiedy to stosuje się dietę eliminacyjną z naciskiem na wyłączenie glutenu i nabiału, gdyż twaróg jest produktem bogatym w kazeinę i laktozę. Obydwie mogą pogarszać Twój stan, jeśli chorujesz dodatkowo na chorobę Hashimoto, AZS, łuszczycę, astmę, lub jakąkolwiek chorobę autoimmunologiczną. Jakąś opcją, wartą przemyślenia, jest wybór twarogu bez laktozy.

Po wtóre, gryzie się z założeniami protokołu dr Gersona, który dla sprawnej detoksykacji, zalecał posiłki głównie wegańskie. I tu można pomyśleć o kompromisie, jakim byłby fakt, że przy całym trzymaniu się zaleceń co do diety roślinnej w czasie kuracji, jeden posiłek wegetariański dziennie (czyli pasta dr Budwig) o cennych właściwościach biochemicznych, nie pogorszy lecz może wspomóc sprawę. Są to, jak wspomniałam, moje deliberacje. I tu wyjściem z sytuacji jest nie mieszanie protokołów leczenia, czyli trzymanie się albo dr Gersona, albo dr Budwig. Cel jest bowiem ten sam, a drogi do niego w obydwu przypadkach oparte na zbieżnych częściowo, lecz ciut innych założeniach.

O poszczególnych protokołach naturalnych napiszę, jak obiecałam, w osobnym wpisie.

Olej lniany, jako jeden z głównych składników pasty dr Budwig, bez wątpienia robiący za bogate źródło kwasów omega 3, to produkt o dyskusyjnej przydatności dla kobiet z problemami hormonalnymi w kierunku zwyżki estrogenu. To, co lniane jest bowiem proestrogenne (siemię lniane też), a zatem pogłębia kluczowy problem, którym jest nadmiar estrogenów. Panie natomiast z niedoborem estrogenów lub będące po menopauzie, nie muszą obawiać się proestrogennego działania oleju lnianego.

Dla panów natomiast może być istotne, że olej lniany obniża PSA, czyli antygen raka prostaty. Hamuje proliferację komórek przerostu prostaty, czyli hamuje wzrost guza.

Jak to działa?

Pasta dr Budwig uruchamia enzym oddechowy. Mówi Ci już coś dotlenienie 🙂 ? No właśnie. Poza tym dostarcza porządnej dawki kwasów Omega 3, które organizm obciążony chorobą zwykle ma w deficycie.

Tak na marginesie, dr Budwig tą pastą z powodzeniem leczyła ludzi z nowotworami, w czasach , w których jedzenie, w tym nabiał,  były jednak lepszej jakości niż dzisiaj. Trzeba mieć to na uwadze i wybierać produkty czyste ekologicznie. Twaróg z olejem lnianym był przedmiotem biochemicznych badań klinicznych doktor Budwig. W ślad za tymi badaniami leczyła ona pacjentów z wykorzystaniem tych właśnie właściwości biochemicznych. Pasta dr Budwig jest zatem jedną z alternatyw, które dobrze jest wziąć pod uwagę.

Poniżej podaję przepis na to zacne jadło 🙂 :

Pasta dr Budwig : pół kostki chudego wysokobiałkowego twarogu (dobry jest ten z Biedronki jeśli ktoś nie ma ekologicznego, bo tłuszczu ma niewiele, a o to chodzi, a białka aż 20 g, co jest w tym przypadku istotne) , 3-4 łyżki oleju lnianego zimno tłoczonego, 3-4 łyżki jogurtu naturalnego lub kefiru. Miksować. w pierwszym etapie miksowania użyj 2/3 twarogu, który masz zmiksować. Pozostałą część dodaj, gdy składniki już się zmiksują. Powinny się ładnie zemulgować – serek będzie miał konsystencję postać emulsji. To jest podstawa pasty. Następnie możesz wmiksować lub dodać dodatki. Na słodko, ostro, kwaśno, korzenno, jak chcesz. Z owocami, warzywami, przyprawami, orzechami. Nic Cię nie ogranicza 🙂 Tylko jeśli chcesz użyć orzechów, namocz je wcześniej, a wodę wylej.

Podana ilość to połowa „dawki” dziennej osoby chorej. W sam raz dla zdrowych lub jeżeli nic szczególnie groźnego Ci nie dolega. Chodzi, jak to już wyżej napisałam, w dużej mierze o uzupełnienie kwasów Omega 3. Dr Dąbrowska odkryła, że u wszystkich chorych, których badała, występował ich niedobór i też wspomina o paście dr Budwig. Oczywiście w kontekście pozytywnym.

Jeden z moich kolegów bardzo ładnie doszedł do siebie po chemioterapii, jedząc codziennie posiłek sporządzony na bazie tej pasty. I tym bardzo pozytywnym akcentem zakończę rozważania na temat pasty dr Budwig.

Kiszonki i probiotyki

To bardzo ważne, żeby wzbogacać swoją dietę o kiszonki i produkty bogate w probiotyki. Dlaczego?

Ponieważ są źródłem dobroczynnych bakterii, które są dużą częścią naszego układu odpornościowego.

A w Twoim przypadku trzeba robić wszystko, żeby wzmacniać układ odpornościowy, aby mógł poradzić sobie z chorobą. Niektóre formy leczenia konwencjonalnego mają skutki uboczne, negatywnie wpływające na układ odpornościowy. Dlatego trzeba robić wszystko, co można, by niwelować te skutki, odbudowując i wzmacniając układ odpornościowy. Jedz więc jak najwięcej kapusty kiszonej, ogórki kiszone, a także dobre, ekologiczne jogurty bogate w probiotyki. Warto wzbogacić dietę także o inne produkty fermentowane, mniej u nas popularne, czyli np. produkty z fermentowanej soi (miso, tempeh), będące źródłem wit. K. 

Pamiętaj, że w naszych jelitach znajduje się spora część naszego układu odpornościowego, czyli przyjaznej nam flory bakteryjnej.

Teraz zaczyna się sezon na kiszonki, niech więc będą stałym elementem Twojej codziennej diety.

Również w moim artykule o tym, jak naturalnie poprawić odporność

przeczytasz o innych, naturalnych sposobach poprawy odporności. Temat jest jak najbardziej na czasie ze względu na nadchodzące jesienno-zimowe chłody. 

Owoce i warzywa

O dobroczynnym działaniu postu owocowo-warzywnego napiszę osobno i zapewne poświęcę temu tematowi niejeden wpis. Od niego wszakże zaczęło się moje zdrowienie. Tymczasem zadbaj po prostu o to, żeby na Twoim talerzu było jak najwięcej warzyw i owoców, najlepiej surowych i czystych ekologicznie. Jeżeli nie masz do takich dostępu, a chcesz ograniczyć ilość chemii w swoim pożywieniu (to bardzo istotne), można warzywa i owoce przed spożyciem przez paręnaście minut moczyć w wodzie z sodą lub octem jabłkowym (dziękuję Monika). Wodę oczywiście po takim moczeniu należy wylać, a warzywo lub owoc dodatkowo wytrzeć szczoteczką pod bieżącą wodą. Warzywa i owoce to przeobfite źródło witamin i składników mineralnych i wszystkie naturalne protokoły leczenia opierają się na ich spożywaniu oraz piciu soków w dużych ilościach.

Choć naturalna fruktoza z owoców to rzecz, która nie ustałaby nawet chwili przy takim badziewiu (wybacz mi proszę) jak cukier rafinowany, to jednak wydaje się rozsądnym wyjściem zachować w Twojej chorobie ostrożność wobec bananów. Przekonujące dowody na to, że zawartość węglowodanów w nich i rodzaj tych węglowodanów, są całkowicie bezpieczne i nie ułatwiają ich konwersji do glukozy, z której komórki nowotworowe chyżo skorzystają, są w stanie te wątpliwości rozwiać, dlatego zgłębię temat z dokładnością suwmiarki 🙂

                        

Witamina D3+K2

Zawsze, a tym bardziej w chorobie przewlekłej powinniśmy dbać o to, by poziom wit. D3 w naszym ciele zbliżał się do górnej granicy normy. Latem ekspozycja na światło słoneczne jest najlepszym sposobem na dostarczenie organizmowi witaminy D3, jednak w sytuacji, gdy mamy do czynienia z niedoborem, może być potrzebna dodatkowa jej suplementacja. Natomiast od października do kwietnia wręcz konieczna jest suplementacja witaminy D3, najlepiej oczywiście w protokole z K2 ( w formie witaminy MK-7 – jest to najtrwalsza jej forma).

Piperyna

To alkaloid występujący w czarnym pieprzu (także w innych rodzajach pieprzu, jednak w czarnym występuje w największym stężeniu). Wykazano, że piperyna w połączeniu z kurkuminą  przejawia wysoką aktywność przeciwnowotworową, nie szkodząc jednocześnie komórkom zdrowym. Wprawdzie w badaniach użyto stężeń znacznie przewyższających użycie tych substancji w codziennej diecie, jednak dobrze jest mieć na uwadze, że czarny pieprz jest przyprawą pożyteczną 🙂

Olej kokosowy i mus kokosowy

Obydwa, zarówno olej, jak i mus, są prawdziwą kopalnią składników odżywczych. Olej kokosowy, moim skromnym zdaniem, jest jednym z najbezpieczniejszych i najlepszych tłuszczy. Koniecznie nierafinowany i najlepiej bio. O musie kokosowym też napiszę osobny artykuł, bo to według mnie prawdziwy super food, od niedawna zdobywający nieśmiało półki sklepów ze zdrową żywnością. Można go potraktować jako bazę do zrobienia mleka kokosowego lub kremu kokosowego, albo wcinać łyżeczką 🙂 Mus kokosowy to bogactwo odżywczych składników, spośród których na szczególną uwagę zasługuje kwas kaprylowy oraz kwas laurynowy – obydwa o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbakteryjnym i przeciwwirusowym. Mus kokosowy jest także źródłem selenu.

Embargo na mięsko

Nie namawiam nikogo na weganizm czy wegetarianizm chociażby. Nie namawiam też Ciebie. Podam tylko kilka faktów z własnego podwórka, a Ty zrobisz z tym, co uważasz za stosowne. Albo nie zrobisz. 

Odkąd zostałam wegetarianką, a nawet wcześniej, lecz po tym, gdy ograniczyłam spożycie mięsa, zniknęły gdzieś anemie i ciągnące się latami niedobory żelaza i małopłytkowość. Tak, dobrze czytasz. Na diecie mięsnej miałam anemię. Na wegetariańskiej jej nie mam.

I choć to bardzo osobiste, napiszę o tym, bo to może być ważne dla Ciebie, jeśli akurat jesteś kobietą. Skończył się dla mnie problem długich, obfitych i bolesnych miesiączek. Wszystko jest najzupełniej do wytrzymania, jeśli wiesz, co mam na myśli. Ja też jeszcze nie kumam, dlaczego tak się dzieje, ale ważne, że działa.

Nie namawiam Cię do całkowitej rezygnacji z mięsa, jeśli nie potrafisz skomponować sobie diety tak, by zapewnić sobie odpowiednią ilość cynku i witaminy B12. Ja też jeszcze tego nie potrafię. Jeszcze.. 🙂

Chcę Ci tylko powiedzieć, że w naszej kulturze spożywa się o wiele, wiele za dużo mięsa, niż tego  potrzebujemy. Może to taka postpeerelowska zbiorowa reakcja na ówczesny deficyt mięsiwa..

Jakkolwiek, nasze „powszednie” mięso jest naszpikowane konserwantami, hormonami, antybiotykami, pestycydami.. i długo by wymieniać. To wszystko, wybacz mi wyrażenie, zasyfia Twój układ odpornościowy. Oto być może jest odpowiedź na pytanie, dlaczego na wegetariańskiej nie ma się tak częstych infekcji. A Tobie sprawny układ odpornościowy jest mega potrzebny, dlatego przemyśl sprawę, czy nie warto choć części spożywanego mięska (które nota bene zakwasza, a wiesz już z poprzedniej części, że to niefajnie), zamienić na więcej zielonego na talerzu.

Sport, najlepiej silnie dotleniający, jak turystyka górska, bieganie czy rower

Jak już o tym wspomniałam w moim wpisie o wielotorbielowatości nerek, aktywność fizyczna w chorobach przewlekłych nie dość, że dotlenia (a rak lubi beztlenie- czyli brak tlenu), to w dodatku wpływa korzystnie na DNA. Przy okazji w wspomnianym wpisie znajdziesz sporo na temat alkalizowania organizmu, gdyż jak wiadomo, w chorobie nowotworowej bardzo ważną kwestią jest pozbycie się zakwaszenia.

Ograniczenie chemikaliów w otoczeniu

Płuczesz ubrania w zmiękczaczu pod koniec prania? Używaj zatem tego, który ma jak najmniej dodatków, czyli jest tzw. sensitive. Jeśli już musisz.

Sprzątasz? To bardzo dobrze, bo potrzebujesz wokół siebie ładu i czystego środowiska, ale zamiast najeżonych chemią środków czystości, do polerowania łazienki użyj pasty sodowej. Armatura wygląda po tym pięknie. Uwierz. A Twój organizm nie otrzyma porcji toksycznej chemii, którą przy takich porządkach zwykle dostawał. Im prostszy i bardziej naturalny skład czegokolwiek, czym się otaczasz, tym lepiej.

Jak więc zrobić pastę sodową?

Bierzesz opakowanie sody, sok z połowy cytryny i troszkę wody. Do sody wyciskasz sok z cytryny, dodajesz wody tak, aby mieszanina miała konsystencję pasty. Trochę będzie się burzyć, ale się nie przejmuj. Pastą szorujesz umywalkę, wannę, brodzik, kafelki, ubikację, co tam chcesz. Podana przeze mnie ilość pasty nie wystarczy na to wszystko, ale wiesz już, jak ją wyprodukować, a więc do dzieła 🙂 Wszystko będzie się świeciło. Właśnie tak, jak myślisz 😉

Powolne, głębokie oddychanie

Do czego potrzebne Ci takie oddychanie?

Przede wszystkim taki sposób oddychania, najlepiej przeponą, dotlenia. A wszystko, co dotlenia, działa na Twoją korzyść. Robimy wdech licząc do czterech, możemy wstrzymać oddech też na 4, wydech – także liczymy do czterech. Połóż rękę na brzuchu. W czasie wdechu powinien się podnosić. To znak, że oddychamy przeponą. Powtarzamy parę razy. Czujesz może delikatne mrowienie w kończynach, uspokojenie, masz poczucie większej równowagi? Znakomicie 🙂 Tak to właśnie działa. A Twoich komórkach jest też więcej tlenu. Rak funkcjonuje na beztleniu. Pamiętasz?

Moja uwaga jest taka, żebyś nie oddychała zbyt szybko i płytko. Nie rób tego, bo to prowadzi do hiperwentylacji. To może być niebezpieczne, a na pewno skutkuje niepokojem i może prowadzić do paniki. Potem dojść może do tego alkaloza, oddechowa i/lub metaboliczna. Jeśli więc masz jakiś problem z aparatem oddechowym, lepiej odpuścić sobie wszelkie kombinacje z oddychaniem.

Spokojnie, powoli i głęboko…luz. Byle nie za często.

Tak oto przechodzimy do konkluzji..

A w konkluzji tego artykułu powiem Ci, że jest parę naczelnych zasad, o których dobrze jest pamiętać.

Dotlenienie – rak żyje dzięki beztleniu. To, co dotlenia, jest Twoim sprzymierzeńcem.

Odkwaszenie – rak lubi zakwaszone środowisko. Takie tworzy cukier, ale także kawa, mięso, biała mąka, a także inne wysoko przetworzone pokarmy. Odkwaszenie, soda, alkalizująca dieta, woda o wysokim pH, warzywa – to są Twoi sprzymierzeńcy. Pepsi Eliot pisze, że PH moczu z rana powinno oscylować wokół 6-6,5, w południe ponad 7 (można to sprawdzić papierkiem lakmusowym). To oznacza, że organizm nie jest zakwaszony.

Kawa z cykorii z mlekiem roślinnym. Też daje radę 🙂

Detoksykacja – rak lubi kiedy Twój układ odpornościowy jest zanieczyszczony toksynami jak komputer, w którym nikt dawno nie usunął starych, niepotrzebnych, spowalniających plików. Wtedy słabiej się bronisz. Oczyszczanie organizmu, wyprowadzanie z niego metali ciężkich np. chlorellą,  jak najczęstsze przebywanie w czystym środowisku, mam także na myśli to geograficzne, nie tylko najbliższe,  jod – który potrafi neutralizować toksyny, także te radiacyjne (pamiętasz, co dostaliśmy do picia po Czarnobylu?) – to Twoi sprzymierzeńcy.

Zero cukru – nie tylko dlatego, że cukier mega zakwasza. Przede wszystkim dlatego, że spożywając go, ułatwiasz rakowi życie, bo to jego pożywienie. Zero cukru niech więc będzie Twoją zasadą nadrzędną.

Życzę Ci z całego serca dobrych i empatycznych lekarzy z otwartymi umysłami, którzy będą Cię wspierali na Twojej drodze do zdrowia. Niedługo napiszę też o naturalnych protokołach leczenia, a także o diecie owocowo-warzywnej, a trafniej, o poście dr Dąbrowskiej.

Dużo zdrówka!

Twoja Jagodowa 🙂

Źródła: 12


Disclaimer: Nie jestem lekarzem i nie leczę. Zamieszczane tu treści mają charakter jedynie informacyjny i edukujący. Dlatego nie mogą one zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Opisywane tu zagadnienia przedstawiane są wieloaspektowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *