Majówka zwyczajowo rozpoczyna sezon grillowy, choć ten tak naprawdę zaczyna się już wtedy, gdy tylko pierwsze promienie wiosennego słońca przygrzeją mocniej niż zimą, a temperatura pozwoli przerzucić się z grubych kurtek na coś cieńszego. Dni są dłuższe i jaśniejsze, wieczory także, dlatego chętniej spędzamy je w towarzystwie.  Zwykle także w towarzystwie alkoholu.

  I nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to, że niektórzy z nas tracą rachubę co do ilości wypijanego trunku.

Ten wpis powstał nie po to, by Cię straszyć. Powstał dlatego, że chcę żebyś wiedział, co tak naprawdę dzieje się z Twoim organizmem, kiedy często pijesz alkohol lub nawet jednorazowo przesadzisz z jego ilością. Jeśli będziesz takim kozakiem (uśmiech), że wytrzymasz do końca artykułu, sam zdecydujesz, czy i jak często pić alko. Albo nie zdecydujesz.

Dlaczego zwracam się do Ciebie w rodzaju męskim? Ponieważ statystycznie rzecz ujmując jesteś mężczyzną. Kobiety piją rzadziej i rzadziej piją nałogowo, za to łatwiej się uzależniają i ciężej chorują fizycznie oraz psychicznie w przypadku uzależnienia. Decydujący wpływ ma tutaj bowiem masa ciała. Kobiety zasadniczo są drobniejsze, przez co bardziej dotykają je negatywne, także długofalowe, skutki oddziaływania alkoholu na organizm.

Niemniej jednak i do wielu z nas, kobiet, także skierowany jest ten wpis.

 

Jakie picie jest najbardziej szkodliwe dla Twojego zdrowia?

 

Chyba lepiej, jeśli codziennie dla relaksu wypiję sobie drineczka lub parę piwek, niż miałbym raz na jakiś czas się upić. Przecież pijąc kulturalnie nie upijam się, zatem tak jest lepiej – myślisz. I w tym momencie się mylisz. Jest lepiej, jeśli nie robisz tego często. 

Pomijając kwestię, że codzienne picie bardzo szybko prowadzi do uzależnienia, wybrałeś opcję bardziej szkodliwą dla wątroby. Wątroba lepiej znosi większą ilość alko, za to rzadziej, niż regularnie wypijaną, niewielką, ale często. Pisząc rzadziej, mam na myśli imprezę raz na kilka miesięcy.

Twoja wątroba woli doprowadzić Cię do ładu po kacu raz na kilka miesięcy-pół roku, niż to, że regularnie zalewasz ją alkoholem, doprowadzając się do niewielkiego nawet rauszu.

Ale uważaj. Bardzo łatwo zatruć się alkoholem i przesadzić z ilością tak, że nie skończy się na kacu we własnym tudzież ukochanej łóżku, tylko na sorze.

Pomysł, żeby relaksować się za pomocą alkoholu, jest jednym z najgorszych możliwych. Pomijając piwko z kolegą lub lampkę wina z koleżanką od czasu do czasu, codzienny rytuał relaksowania się za pomocą alkoholu wciąga Cię w spiralę uzależnienia. Bez względu na to, jak bardzo temu zaprzeczasz.

 

 

 

Jaka jest więc bezpieczna dawka alkoholu i co to dla Ciebie oznacza?

 

Dawka bezpieczna to taka dawka, przy której nie obserwuje się negatywnych skutków zdrowotnych. Jednak należy wziąć pod uwagę to, że różnimy się osobniczo i Tobie może zaszkodzić to, co nie szkodzi koledze. Poza tym rzecz dotyczy osób zdrowych. Jeśli masz jakiekolwiek schorzenia wątroby lub nerek albo inne wykluczające spożywanie alko, bądź jeśli bierzesz leki, nie powinieneś pić w ogóle.

Toksyczność niektórych leków, jak np. paracetamolu, mocno szybuje w górę w towarzystwie alkoholu. Mariaż paracetamolu z alkoholem jest wręcz niebezpieczny dla zdrowia i życia.

Jeśli jesteś kobietą i jesteś w ciąży to także nie powinnaś pić, bo nawet najmniejsza ilość alkoholu może zaszkodzić Twojemu dziecku. To nie są jakieś slogany. Tak jest naprawdę. Oczywiście nie schizuj się, jeśli przez nieuwagę zjadłaś cukierka z dodatkiem alkoholu. Po prostu nie pij i staraj się unikać wszystkiego, co zawiera alko.

Dawka bezpieczna zatem to dla mężczyzn 4 standardowe dawki alkoholu dziennie, najwyżej 5 razy w tygodniu. Dla kobiet o połowę mniej, bo 2 standardowe dawki alkoholu dziennie.

No dobra, zapytasz, ale co to jest standardowa dawka? To jest 10 g.

Paniom przysługuje najwyżej 20 g alko dziennie, Panom 40 g, rozpatrując kwestię w granicach bezpieczeństwa dla zdrowia z równoczesnym założeniem, że nie masz owego zdrowia nadszarpniętego. Co dokładnie kryje się pod tymi liczbami, czyli jakiego rodzaju alko i w jakiej ilości wyczerpuje ten limit, opowiem Ci w następnym wpisie.

 

 

Warto wspomnieć, że powyższe dane w ogóle nie dotykają kwestii uzależnienia, do którego prowadzi codzienne picie alkoholu. Mowa jest wyłącznie o toksyczności.

Jedna z moich bliskich koleżanek powiedziała kiedyś mądrą rzecz, a mianowicie, że jeśli ktoś pije niewiele, na przykład jedno piwo dziennie, ale za to codziennie, to należy się temu przyjrzeć. Bo to nie jest „normalne”, że ów ktoś nie chce lub nie może z takiego przyzwyczajenia zrezygnować lub choćby odstąpić. Prawdopodobnie jest to już początkowa faza uzależnienia od alkoholu i wcale nie potrzeba przechodzić etapu tak zwanego picia ryzykownego z kacami, urwanym filmem i pustką w portfelu, żeby zmierzać  ku uzależnieniu.

 

Jednak być może chcesz wiedzieć, co się stanie, jeśli przesadzisz z alkoholem.

 

Poniżej opisuję poszczególne etapy zatrucia alkoholowego. Prawdopodobnie nieraz doszedłeś do półmetka albo nawet dalej, jeżeli chodzi o stadium i upojenia i toksyczności dla organizmu wypitej ilości etanolu.

 

Po pierwsze alkohol wchłania się już w jamie ustnej. Zgadza się. Nie, że dopiero w żołądku. We krwi jego obecność można wykryć już w czasie 5 minut od wypicia. Maksymalne stężenie alkoholu we krwi obserwuje się po ok. 30 minutach od wypicia i utrzymuje się ono przez mniej więcej 3 godziny.

 

Uwaga! Spożyte wcześniej pokarmy tłuste i mleko opóźniają wchłanianie alkoholu, natomiast woda je przyspiesza. To znaczy, że jeśli przed drinkiem piłeś wodę, szybciej i mocniej uderzy Ci do głowy, a Ciebie po wątrobie (i nie tylko). Analogicznie, tłuste pokarmy tworzą na błonie śluzowej Twojego układu pokarmowego warstewkę, która stopniowo będzie przepuszczała alkohol tak, żeby Cię nie sponiewierało. O ile oczywiście pijesz z umiarem a nie na umór.

 

 

Objawy zatrucia alkoholem etylowym

 

I etap  0,3-0,4 promila

Na tym etapie charakterystyczna jest euforia. Wzrasta pewność siebie, obniża zaś zdolność do krytycyzmu. Następuje wydłużenie czasu reakcji oraz pogarsza się koordynacja wzrokowa.

 

II etap  0,5-0,6 promila

Zwiększa się gadatliwość. Reakcje ruchowe są coraz bardziej opóźnione, a samokontrola osłabiona.

 

III etap  0,7-2 promili

Czas reakcji jeszcze bardziej się wydłuża. Jeszcze bardziej pogarsza się koordynacja ruchowa, poczucie równowagi oraz zdolność do koncentracji. Logiczne myślenie jest teraz utrudnione, jak również zaburzone jest odczuwanie bodźców bólowych. Akcja serca przyspiesza, wzrasta ciśnienie tętnicze krwi. Na tym etapie może pojawić się skłonność do agresji.

 

IV etap  2-3 promile

Zaczyna się senność, utrata równowagi, koordynacji ruchowej oraz samokontroli. Pojawia się niepewny chód i niezrozumiała mowa.

 

etap V  3-4 promile

Coraz głębsze zaburzenia świadomości mogą prowadzić do śpiączki. Spada temperatura ciała oraz ciśnienie krwi. Na tym etapie może dojść do zaburzeń akcji serca oraz do zatrzymania oddechu. To stadium wymaga już hospitalizacji!

 

etap VI  ponad 4 promile

W tym etapie zatrucie alkoholem może być śmiertelne.

 

I jeszcze jedno.

Nigdy nie zgadzaj się na to, by Twoje dziecko próbowało alkoholu. Śmiertelna dawka alkoholu w przypadku dziecka to 1 ml/kg masy ciała, a to jest bardzo mało!

 

 

Co się dzieje, jeśli chorujesz na wirusowe zapalenie wątroby i pijesz alko?

 

Robisz wieeelkie kuku swojej hepar (czyli wątrobie). I tak jest ona obciążona walką z infekcją, a jej funkcje upośledzone z powodu stanu zapalnego, powodowanego przez ciągły zmasowany atak wciąż replikujących się w Tobie wirusów. Dużo gorzej niż u zdrowych osób wygląda u Ciebie wydolność wątroby w zakresie funkcji wydzielniczej, magazynowania, utrzymywania glukostatu i –  no właśnie – detoksykacji. Pijąc dajesz wątrobie dodatkowego kopniaka. Walenie młotkiem palca, żeby mieć problem z chodzeniem jest właściwym porównaniem i mniej więcej równie sensownym zabiegiem, jeśli łapiesz o co chodzi.

PS. Hepatocyty to komórki wątrobowe. U Ciebie pomiędzy nimi tworzą się nacieki limfocytarne świadczące o zakażeniu. Twoje hepatocyty mają się gorzej, więc mądrze byłoby zamiast dobijać je alko, wspierać je zdrowym jedzeniem, witaminami i czystą wodą, by mimo wszystko służyły Ci jako tako, zanim możliwe będzie Twoje leczenie. Glukostat to względnie stały (i prawidłowy) poziom glukozy w surowicy krwi.

 

 

 

A co z kwasowością? W końcu to teraz takie modne..

 

Pijąc wódeczkę lub piwko z kolegami zapewne masz, wybacz określenie, wyrąbane na swoją równowagę kwasowo-zasadową. Jednak czuję się w obowiązku poinformować Cię, że alko mocno zakwasza. Wypicie alkoholu powoduje wzrost ilości jonów wodorowych w Twoich płynach ustrojowych. Oczywiście jesteś homeostatykiem i Twój organizm zrobi wszystko, by te płyny utrzymywać w przyzwoitych granicach pH. Od tego masz bufory pilnujące równowagi kwasowo-zasadowej. Gdy wypijesz, rozpocznie się zapewne próba wiązania jonów wodorowych do postaci niedysocjującej, tak by Tobie nie szkodziły oraz wydalenia ich nadmiaru z organizmu. Jednak bufory mają swoją cierpliwość tzn. próg wytrzymałości. Jeśli będziesz zbyt często wystawiał je na próbę, zmęczenie materiału spowoduje, że nie będą wyrabiały się z obsługą detoksykacji Ciebie (tak, niewinny wodór w nadmiarze też jest toksyną).

Efektem będzie przechylenie równowagi na szalę kwasowości, co pomimo względnej równowagi będzie czyniło Cię łatwym kąskiem dla chorób nowotworowych, degeneracyjnych, nie mówiąc już o tym, że alko jest hepatotoksyną, nefrotoksyną i neurotoksyną.

 

 

Co ??

Już tłumaczę. Hepatotoksyną– czyli działa toksycznie na wątrobę – organ, który bierze na siebie ciężar odtruwania Ciebie z zatruwającej substancji. Sam więc rozumiesz, że coś jest w powiedzeniu, że częste picie skraca życie.

Nefrotoksyczny alkohol uszkadza nerki powodując degenerację kłębuszków nerkowych.

A do czego mi są potrzebne zdrowe kłębuszki nerkowe? Być może przewrotnie zapytasz. – Żebyś mógł sikać. Odpowiadam w skrócie. Więcej w temacie nerek opowiem Ci w innych artach. 

Neuro- noo.. tu już grubo, bo chodzi o układ nerwowy. Etanol uszkadza Twoją pokładową elektronikę, bez której żaden Twój narząd nie wiedziałby, że ma działać i w jaki sposób.

 

No dobra, przesadziłeś, czyli ratunek na kaca..

Wstajesz rano. Albo trochę później. Pierwsze co robisz, to chwytasz za portfel. Jeśli kwit się zgadza, to dobrze. Jeśli się nie zgadza, do kaca fizycznego dołącza ten moralny. To samo dzieje się w przypadku, gdy obudziłeś się obok osoby, obok której na pewno nie położyłbyś się na trzeźwo. Albo gdy przypomnisz sobie, że właściwie to oprócz karaoke, to tańczyłeś na stole z dziewczyną kolegi, którą w dodatku wziąłeś za striptizerkę. A właściwie to może spotkać Cię kumulacja tych wszystkich sytuacji, czego Ci nie życzę 😉

Jak już wstaniesz i zaliczysz toaletę, to pierwsze kroki pewnie skierujesz do kuchni, gdzie jest woda – ok i ekspres do kawy. STOP. Jeśli myślisz, że kawa postawi Cię na nogi, mylisz się. Jakkolwiek źle się czujesz, niech Ci nie przyjdzie do głowy ratować się kawą, bo jedyne co zrobisz to przedłużysz metabolizowanie i wydalanie alko z organizmu, a co to dla Ciebie oznacza? Dłuższy kac i wynikające z niego cierpienie. Tutaj piszę o wpływie kawy, także na kaca.

Możliwe, że masz teraz kołatanie serca, nawet jeśli tej kawy nie wypiłeś. I ochotę na wyżłopanie Oceanu Spokojnego, gdyby tylko nie był wypełniony wodą morską. Zawsze tak jest, że na kaca tak bardzo chce Ci się pić, ale czy wiesz dlaczego?

Oprócz wody straciłeś mnóstwo elektrolitów, a to może powodować sensacje krążeniowe. Utrata magnezu, potasu, wapnia, sodu, to wszystko przyczyny tych sensacji. U osób z tendencjami lękowymi, na przykład nerwicą, alkohol jako substancja pobudzająca może zaostrzać stany lękowe, a co za tym idzie, reakcje psychosomatyczne zwane  przez nerwusków pieszczotliwie „somatami”.

W samych somatach nie ma niczego pieszczotliwego. Należą do nich m.in.: skoki tętna, arytmia na tle neurogennym, ataki nadciśnienia, tachykardia, tachyarytmie – częstoskurcz nadkomorowy, problemy z widzeniem, zawroty głowy. Są to jednocześnie objawy mogące wskazywać na pozaneurogenne (czyli pozanerwicowe) pochodzenie, a więc mogą być objawami innych chorób. Rzecz zatem trzeba zdiagnozować.    

Tutaj przeczytasz o tym, jak ważne są elektrolity, w tym dla układu krążenia oraz w jaki sposób zarządzają Twoim ciśnieniem krwi.

Co więc możesz zrobić, żeby zrekompensować utratę elektrolitów i powrócić do jako takiej równowagi wodno-elektrolitowej i (co zwykle idzie w parze) także kwasowo-zasadowej?

 

Tutaj akurat banan w wydaniu egzotycznym z mango i ryżem, oprószone kakao 😉

 

Po pierwsze musisz się nawodnić. Potrzebujesz uzupełnić potas, magnez i witaminy z grupy B, więc sprawdzą się wszelkie plusze i tym podobne rozpuszczalne preparaty, o ile zawierają potas, magnez, witaminy z grupy B (szczególnie wit. B1, B3 i B6) i niezbyt dużo obciążającej chemii w postaci konserwantów, barwników itp.

Jeśli masz kaca i pod ręką preparat z magnezem i potasem, który jednak ową chemię zawiera, nie zawahaj się go użyć. Nic Ci już bowiem nie zaszkodzi bardziej niż alko, które wypiłeś, a spodziewane korzyści w postaci uzupełnienia witamin i elektrolitów przewyższają negatywne skutki zażycia konserwującej lub barwiącej, tudzież słodzącej chemii.

Potas, magnez i witamina B complex też się sprawdzi. Dobrze zrobi Ci też sok pomarańczowy, ale po niego sięgnij już po śniadaniu, które najlepiej, żeby składało się z:

-banana (potas), soku pomidorowego (potas), pomidorów (potas), jajecznicy na bekonie (lipidy, pula potrzebnych aminokwasów) lekko przypalonej (to nie żart – węgiel posiada właściwości detoksykujące i zaliczany jest do tak zwanych odtrutek nieswoistych, które każda gospodyni powinna mieć w swojej domowej apteczce), pieczywo (witaminy z grupy B).

 

 

 

 

Życzę Ci udanej Majówki, miłego wypoczynku i takich samych spotkań ze znajomymi oraz przepięknej pogody.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Jagodowa 🙂

 

 

 

Źródła:

Wykład z podstaw toksykologii w ramach przedmiotu „Kwalifikowana pomoc przedmedyczna” – dr n.med. Wioletta Palczewska.

 

 

 

 


Disclaimer: Nie jestem lekarzem i nie leczę. Zamieszczane tu treści mają charakter jedynie informacyjny i edukujący. Dlatego nie mogą one zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Opisywane tu zagadnienia przedstawiane są wieloaspektowo.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *