Moja historia w Międzywodziu zaczęła się 1 sierpnia 2018r., kiedy to tuż przed 7 rano wysiadłam z autobusu jadącego z południa Polski. Przyjechałam tu podreperować zdrowie nadwątlone niedoborem jodu.

Paręnaście dni wcześniej byłam na wizycie u onkologa, która to wizyta potwierdziła, że mój organizm nie jest zachwycony  niedoborem jodu i daje mi o tym coraz wyraźniej znać. Wprawdzie objawy okazały się niegroźne, ale były przysłowiową kroplą oliwy przelewającą czarę pod tytułem: schorzenia spowodowane niedoborem jodu. Szybko więc podjęłam decyzję, że czas chwilowo opuścić moje ukochane góry i dwa miesiące wakacji, które pozostały mi do rozpoczęcia roku akademickiego spędzić przy bałtyckiej plaży.

Ponieważ nie wygrałam dotąd w toto lotka (w sumie trudno się dziwić skoro nie gram :),  ani też nie odziedziczyłam majątku po bogatym stryju z Ameryki (raczej nie mam nikogo w Stanach, a jeśli jest ktoś taki, to życzę mu długiego życia w zdrowiu :), opcja na spędzenie aż tak długiego czasu nad morzem była jedna. Work. And travel, skoro już mam być na polskim wybrzeżu. Bo w Polsce też można zrobić sobie work & travel 🙂 A co 🙂

Wybrałam zatem Międzywodzie, kierując się chęcią zwiedzenia polskiego wybrzeża od zachodu, gdyż tak mi było póki co najbliżej. Pomyślałam też, że ta niewielka, urokliwa, nadmorska miejscowość będzie dobrym rozwiązaniem na moje nadwyrężone dość intensywnymi studiami i towarzyszącymi im obowiązkami nerwy. Rzeczywistość nieco mnie zaskoczyła, bo jak się okazało, to nie szum morskich fal okazał się panaceum na moje skołatane nerwy..

W tym wpisie opowiem Ci co nieco o Międzywodziu, a przy tej okazji także o tym, co dobrego dla Ciebie może zrobić solidna dawka jodu.

W misji ratowania meduz przed wyschnięciem klapki raczej przeszkadzały. W sumie się nie dziwię, że po takich przygodach niewiele później „podziękowały” za noszenie moich stóp 😉

Międzywodzie to nadmorska miejscowość położona na wyspie Wolin, zupełnie niedaleko lansiarskich Międzyzdrojów. Swoją drogą całkiem miło wspominam nieoczekiwany trip z kolegą z Międzywodzia (on akurat jechał z Dziwnowa, a z Międzywodzia był trip, nie kolega) do Międzyzdrojów, w celu podwiezienia tam pewnej sympatycznej autostopowiczki, która nota bene jechała do koleżanki pochodzącej z miasta, z którego i ja pochodzę. Eh, życie 🙂 Świat jest mały..

Jeszcze milej wspominam moją wycieczkę do Międzyzdrojów z rodzinką. Pomimo, że sama miejscowość przywitała nas katastrofami. Najpierw jeden z moich klapków postanowił się rozlecieć, tak jakby to był najwłaściwszy moment na przełamanie jego punktu krytycznego zmęczenia materiału, zważywszy na fakt, że wszelkie buty na zmianę miałam w Międzywodziu. Później moją Mamę ukąsiła osa i w (na szczęście) nowych już klapkach leciałam do apteki po leki. Ale wszystkie te niedogodności osłodziły nam pyszne lody tuż przy hotelu Amber Baltic, spacer po molo i wzajemne towarzystwo.

Międzywodzie leży pomiędzy spokojną Wisełką a Dziwnowem. Z jednej strony przytulone jest do bałtyckiego brzegu, z drugiej zaś do Zalewu Kamieńskiego. Jest tu urocza przystań, z której widać jak na dłoni Kamień Pomorski. W sam raz na romantyczne spacery z ukochaną osobą. Albo rejs katamaranem..

Zachód słońca na przystani jachtowej w Międzywodziu.

Jeżeli chodzi o miasto Kamień Pomorski, polecam zwiedzenie Katedry w samym jego centrum oraz spacer mariną. Urocze miejsce.. Moje wizyty w Kamieniu Pomorskim miały także swój prozaiczny powód – zakupy. W Międzywodziu nie ma marketów, więc jeśli planujesz niedrogie zakupy spożywcze, pofatygować się trzeba do położonego nieopodal Dziwnowa lub leżącego nieco dalej Kamienia Pomorskiego.

Widok na marinę w Kamieniu Pomorskim.

Międzywodzie ma ładną, dość szeroką plażę. Kiedy na nią wyjdziesz, po prawej stronie widzisz ujście rzeki Dziwny w Dziwnowie, po lewej zaś klif z plażą Świętoujścia. Strasznie się uparłam na spacer w obydwa te miejsca nadmorskim brzegiem, po czym swego dopięłam – sama i w towarzystwie 🙂

Pewnego razu po stresującym dniu kolega z pracy zabrał mnie i dwa leszki w miejsce, z którego mogliśmy podziwiać cudowny zachód słońca. Bajecznie łatwo było tam trafić, a ile piękna i spokoju można było doświadczyć.. Wprawdzie całkiem przyjemną rozmowę przerwał telefon od szefa, ale i tak było fajnie 🙂

Jak tam trafić ? Przy jednym z zejść na plażę jest plac z punktami gastronomicznymi. Na tyłach jednego z nich jest owa zapomniana przez świat ławeczka, a raczej belka robiąca na upartego za ławeczkę. Po odrobinie wysiłku z wdrapaniem się na nią, można sobie podziwiać morskie odmęty w fajnym towarzystwie. Lub bez.

Chłopaku zabierz swoją Panią w takie miejsce. Nawet jeśli nie jesteś urodzonym romantykiem, uwierz mi, będziesz nim w jej oczach.

W sezonie sklepów tu masz bez liku, lecz jeśli nie chce Ci się fatygować do Dziwnowa lub Kamienia Pomorskiego, przygotuj grubszy portfel, gdyż tak jak wspomniałam, nie ma tu sieciówek i promocji. A właściciele sklepów prosperujących zwykle tylko w sezonie letnim, idą za ciosem popytu na artykuły pierwszej potrzeby w miejscu, w którym nie uświadczysz nawet metra kwadratowego marketu. Fani street foodu będą za to zachwyceni mnogością przeróżnych budek, lodziarni, fast foodów, restauracji i kawiarni. Jak to nad morzem..
Dla pragnących duchowej odnowy w samym centrum miejscowości znajduje się kościół, otwarty także w ciągu dnia. Można tu przyjść i się wyciszyć. No i oczywiście pensjonat za pensjonatem, jak grzyby po deszczu, tworzą pewien specyficzny klimat tej miejscowości.

Dla mnie infrastruktura Międzywodzia jest miłą odmianą po moich wojażach po Jelonce w celu czegokolwiek. Tutaj wszystko jest blisko i pod ręką. Morze, przystań, sklepy, kościół, restauracje. W pracy albo mieszkałam, albo mam do niej ok. 7 minut niespiesznym krokiem.

Wiele dobrego spotkało mnie w Międzywodziu, a pewnie i jeszcze co nieco przede mną, bo piszę ten wpis mając przed sobą jeszcze ponad 20 dni kontraktu w pewnym ośrodku. To oznacza, że w moje ukochane Karkonosze wrócić mogę dopiero tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.

Poznałam tu ciekawych ludzi, doświadczyłam fajnych rzeczy, spośród których można wymienić i ognisko ze znajomymi o trzeciej nad ranem w akompaniamencie gitary i spacer w blasku księżyca z kimś, z kim spędzanie czasu wciągało niczym narkotyk, choć nie można tego nazwać wakacyjną przygodą 😉 Dowiedziałam się przy okazji interesujących rzeczy o sobie samej. Na ile jesteśmy już tacy, jacy chcielibyśmy być? Na ile zaś jeszcze nie i nad czym przydałoby się popracować? Tego najlepiej nas uczą relacje.. Najwspanialszy czas spędziłam jednak w towarzystwie bliskich, ponieważ odwiedziła mnie tu rodzina. To były dni wypełnione śmiechem i radością.. Ale wracając do tematu morza i związanego z nim jodu..

Mam nadzieję, że taki zastrzyk z jodu rodem z morskich fal wystarczy mi na długi czas, ponieważ tam, gdzie mieszkam, jodu jest jak na lekarstwo, a organizmy tych, którzy żyją w górach nie różnią się przecież pod względem zapotrzebowania na jod od tych, którzy mieszkają nad morzem. Poza tym, że Ci ostatni o wiele rzadziej słyszeli o czymś takim jak  niedoczynność tarczycy..

No właśnie..jod.

Zachód słońca na plaży w Mrzeżynie.

Przyjechałam tu z paroma objawami niedoboru jodu, m.in. z niedoczynnością tarczycy. Przy okazji zmagam się z zespołem da Costy, który oznacza, że moje serce z byle powodu czasami bije sobie, jak mu się podoba, za nic sobie mając to, jak powinien wyglądać prawidłowy zapis ekg. Gdy mu przechodzi, nie ma śladu nieprawidłowości, czym wprawia w osłupienie lekarzy i robi ich w przysłowiowego wała. Mnie  przy okazji także dezorientując. Kto ma zespół da Costy, ten wie o czym mówię. To schorzenie ma charakter neurogenny, co w sporym uproszczeniu oznacza, że mając zespół da Costy po prostu masz nerwicę. Raczej nie ma to związku z jodem. Ale niedobór jodu z kołataniem serca już ma.. Choć zwykle raczej nadmiar..

Połączmy zatem kropki…

Moje dni na południu Polski tuż przed wyjazdem i pierwsze po przyjeździe upływały pod znakiem częstych wciąż tachykardii. Nawet w pracy miałam takie akcje, że nie wiedziałam, czy dam radę tu zostać, pracować. Z czasem jednak wszystko zaczęło się zmieniać..

Na początku, w ciągu pierwszych dni, strasznie bolała mnie głowa. W sumie nie ma się co dziwić. Skoro ktoś przyjechał prosto z Kotliny Jeleniogórskiej, to przystosował się do ciśnienia atmosferycznego zgoła odmiennego, niż to, jakie panuje na bałtyckiej plaży.

Słońce, piasek i lasy iglaste. Czego chcieć więcej latem..

W tak zwanym międzyczasie zdecydowałam się zmienić pracę. Pełna obaw (gdyż nowa praca okazała się dla mnie bardzo ciężka) przystąpiłam do nowych obowiązków w ośrodku. Praca ta oznaczała wiele godzin na nogach, w dodatku w ruchu (już to przerabiałam w gabinecie stomatologicznym jako asystentka, ale to było dawno.. i w mniejszym wymiarze godzin). Niemniej jednak o dziwo tachykardie zaczęły ustępować.. Arytmia już niekoniecznie, ale ostatnią akcję z częstoskurczem nadkomorowym pamiętam z początku sierpnia.

Nie wiadomo, czy ustępowanie nerwicy można wytłumaczyć zwiększoną podażą jodu (jod wpływa stabilizująco na pracę serca, co niekoniecznie musi mieć związek z ustępowaniem nerwicy), zwiększoną podażą jodu jako czynnikiem stabilizującym pracę tarczycy, co może mieć związek z nerwicą, czy też łagodnym, kojącym, nadmorskim klimatem. No i nie zapominajmy, że nerwicę najskuteczniej leczy się czym? Ruchem. Oczywiście dostosowanym do możliwości chorego. Nie może to być jakieś ekstremum.

Nurkowaniem na przykład można zabić, jeśli ktoś ma problemy z oddychaniem w przebiegu nerwicy. A często ma i to niemałe. Hiperwentylacja przeplata się w tym schorzeniu z niedotlenieniem, jeśli jeszcze nie masz ogarniętej kwestii panowania nad oddechem. Nie każdy anestezjolog godzi się na znieczulenie do zabiegów osobom, którym układ nerwowy wycina takie numery. Bo to jest bardzo niebezpieczne i w efekcie czasem lepiej poszukać możliwości rozwiązań alternatywnych, na przykład protokołów naturalnych niż ryzykować zabiegi z komplikacjami.

Regularny wysiłek fizyczny ma jeszcze jeden aspekt fizjologiczny. Powoduje w dłuższej perspektywie obniżenie tętna i ciśnienia krwi. Jeden z moich znajomych – farmaceuta, w taki sposób leczył swoje nadciśnienie i udało mu się. Ciśnienie ustabilizowało się.

Czy wiesz, dlaczego aktywność fizyczna procentuje w długotrwałej perspektywie? Ludzie uprawiający sporty mają tendencję do wolniejszej akcji serca w spoczynku. Ich układ krążenia w mechanizmie przystosowania fizjologicznego uczy się, przyzwyczajony do warunków wysiłku fizycznego, jak radzić sobie w tej sytuacji warunkach spoczynku. Tym samym dostosowuje do nowej sytuacji parametry kardiologiczne np. objętość wyrzutową serca, która w warunkach wysiłku różni się diametralnie od tej w czasie spoczynku. Efektem mechanizmów przystosowawczych fizjologii wysiłku fizycznego jest właśnie poprawa parametrów kardiologicznych w czasie spoczynku. Jeśli jednak chorujesz na jakiekolwiek schorzenie kardiologiczne, Twoja dawka ruchu powinna być bezwzględnie konsultowana z kardiologiem.

Tutaj przeczytasz o tym, jak w naturalny sposób można wyregulować ciśnienie tętnicze.

Tak czy owak w czasie wielogodzinnych przebieżek po stołówce w mojej nowej pracy spalałam adrenalinę nagromadzoną w moim organizmie od Bóg wie kiedy. Spalanie adrenaliny zaś usuwa objawy jej nadmiaru w organizmie, czyli: skoki ciśnienia, przyspieszone tętno, uczucie „rozedrgania” (wiesz o czym mówię jeśli dotyczą Cię nerwicowe somaty), nadmierny wyrzut glukozy do krwi, a w dłuższej perspektywie także zwiększone wydzielanie kortyzolu, czyli hormonu stresu długotrwałego.   

Najpiękniejsze zejście na plażę ever. Pogorzelica.

A z czasem zauważyłam dziwną zależność.. W wolne dni częściej odczuwałam neurowegetatywne pobudzenie, typu: nierówne tętno, zawroty głowy, ten częsty u nerwicowców stan wewnętrznego rozedrgania.

Praca – jest lepiej, prawie „normalnie”. Mam wolne – nawrót objawów somatycznych nerwicy. No chyba, że spędzałam czas w towarzystwie, którego poczucie humoru robiło moim somatom totalną rozwałkę. A tak bywało i w pracy i poza nią, czego życzę wszystkim nerwuskom 🙂 Dlaczego tak się działo i co się właściwie stało?

Ruch i zaabsorbowanie obowiązkami na tym etapie mojej nerwicy bardziej pomagały niż przeszkadzały, a zatem jeśli już jesteś po etapie sorów, to nie siedź w domu, tylko weź się za robotę. Nawet jeśli w domu masz somaty. Też mam, przeżyłam, przeżywam i rozumiem. Może się okazać, że dzięki pracy zaczną ustępować. Zanim powiesz, że Ty to masz tak przerąbane z somatami, że nie dasz rady pracować, nie zapomnij, że ja mam tak ciężką nerwicę, że przez dwa miesiące nie wychodziłam z sorów, a nerwica spowodowała u mnie migotanie przedsionków, częste napadowe częstoskurcze i dodatkowe skurcze w ekg. Uczeni doktorzy pochylając się nad owym kiwali głowami i twierdzili, że rzadko, ale się zdarza. Po czym twierdzili, że ruch nie jest przeciwwskazany, a wręcz korzystny, bo spala adrenalinę. Niedługo potem poszłam do pracy nie mając za bardzo innego wyjścia. Owszem miałam, rzucić studia i uwierzyć, że to, co się ze mną dzieje, dzieje się z powodu jakiejś ciężkiej niedyspozycji fizycznej (pomimo dobrych wyników badań) i że to nie jest po prostu nerwica. 

Ale wracając do tematu dobroczynnego wpływu morskiego aerozolu..

Chcąc nie chcąc (no raczej chcąc), po kilku tygodniach nad morzem także zaczęłam szczupleć. Jedząc na potęgę, niestety nie zawsze rzeczy, którymi wypada prawie dietetykowi się chwalić. Owszem, zapotrzebowanie kaloryczne w pracy fizycznej wzrasta, ale zwiększona podaż jodu także podkręca metabolizm, bo podkręca nasz piec – tarczycę. Metabolizm przyspiesza, ale jeść chce Ci się, że masakra.

Obecnie jestem tuż po półmetku mojego tegorocznego polskiego work & travel. Czy chciałabym wrócić kiedyś do Międzywodzia? Tak sobie myślę, że owszem, jest to miejsce, które ma swój urok i jak najbardziej mogę polecić Ci je na wakacyjny urlop. Dwie moje koleżanki są Międzywodziem wręcz zauroczone. Ale nad polskim morzem jest jeszcze tyle pięknych miejsc do odwiedzenia.. 🙂

Pozdrawiam Cię serdecznie i zachęcam do odwiedzenia zachodniopomorskiej części polskiego wybrzeża. Zachodniopomorskie naprawdę daje radę 🙂

Twoja Jagodowa


Disclaimer: Nie jestem lekarzem i nie leczę. Zamieszczane tu treści mają charakter jedynie informacyjny i edukujący. Dlatego nie mogą one zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Opisywane tu zagadnienia przedstawiane są wieloaspektowo.

2 thoughts on “Międzywodzie oraz kilka słów o jodzie.. a także o tym, jak i dlaczego nad morzem ustępują objawy nerwicy wegetatywnej..”

  1. Pochodze z Kamienia Pomorskiego i dopoki mieszkalam w rodzinnym miescie nie mialam problemow z tarczyca i innymi towarzyszacymi chorobami. Od 4 lat mieszkam zagranica i zaczely sie problemy, dlatego suplementuje sie jodem i zminilam diete, wiecej surowych warzyw, zrezygnowalam z chleba, makaranu, ziemniakow, ograniczylam nabial i jest lepiejnie chce brac sztucznych hormonow, ale po urlopie w domu czuje sie o niebo lepiej. Milo bylo przeniesc sie choc na chwile w te piekne strony. Pozdrawiam

    1. Dziękuję za komentarz i sposoby na poprawę zdrowia, którymi się podzieliłaś. Cieszę się, że artykuł przypomina Ci o rodzinnych stronach. Również serdecznie pozdrawiam i życzę dużo zdrowia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *