Dlaczego zastanawiam się nad tym, jak tworzyć zdrowe relacje zamiast jak unikać toksycznych..? Otóż przez ostatni rok sporo się u mnie zadziało w dziedzinie rozwoju osobistego. Dowiedziałam się wiele, między innymi na temat mocy wypowiadanych przez nas słów. Dla naszego dobrego samopoczucia oraz pozytywnych doświadczeń ważne jest nie tylko „co”, ale także „jak” afirmujemy na co dzień. Czy formułujemy nasze zdania w formie negatywnej (nie chcę być nieszczęśliwa), czy w pozytywnej (chcę być szczęśliwa). To naprawdę ma znaczenie i gwarantuję Ci, że po jakimś czasie uważności w tym temacie odczujesz lekkość własnej komunikacji (także ze sobą). I choć nie zmieni to wszystkiego od razu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uwolnisz w sobie wiele radości i energii. To głębszy temat, którego nie będę w tej chwili poruszała. Chodzi głównie o to, na czym się koncentrujemy. Chciałabym natomiast powrócić do mojego wpisu sprzed roku i nieco go upgradować. Cały czas budzę się i świadomość pokazuje mi ciągle coś nowego. Tak jak zmieniłam się ja, tak zmieniło się również moje spojrzenie na przedstawionych wówczas 7 sposobów na poprawę Twojej relacyjnej sytuacji. Dlatego przyjrzę się teraz postawionym wówczas tezom i zastanowię się nad tym, jak obecnie je widzę. Jak napisałam na wstępie, tytuł tego artykułu koncentruje się na budowaniu zdrowych relacji, zamiast na unikaniu toksycznych. To dlatego, że jestem uważna na to, jak formułuję myśli i odczuwam wpływ tej zmiany. Ciebie zachęcam do podobnej uważności.

 

Tutaj przeczytasz poprzednią wersję mojego artykułu.

 

 

fot. archiwum prywatne.

 

 

 

 

 

 

 

Zasada nr 1 nie karm narcyza – karm miłość własną.

Ludzie, których przyciągamy do naszego życia często są naszym lustrem. Pokazują nam pewne aspekty nas samych. Pokazują nam nasze, najczęściej nieuświadomione przekonania na temat nasz, innych ludzi, świata. Jeżeli  jesteś z narcyzem lub człowiekiem bardzo skupionym na sobie, za to często pomijającym Ciebie, zastanów się, gdzie Ty sama sobie poświęcasz za mało uwagi, gdzie Ty siebie nie doceniasz, gdzie Ty dla siebie jesteś zbyt mało widoczna, za mało ważna. I zacznij siebie doceniać, nagradzać, zauważać, komplementować, dbać o zdrowie i dobre samopoczucie. Nie ma powodów do obaw, że przesadzisz w drugą stronę – masz raczej tendencje do umniejszania siebie, bo narcyz nie wybrałby na partnera kogoś, kto mógłby przyćmić jego blask. Raczej potrzebuje tła dla swojego. Najlepsze jest to, że tak naprawdę narcyzm zdarza się częściej niż jest pseudodiagnozowany. Zwrócenie radarów na siebie całkowicie odmienia dynamikę relacji. Stajesz po drugiej stronie. Początkowo jest bardzo niekomfortowo, ale jeśli wytrwasz, poczujesz wolność. I tylko w prawdziwej wolności możliwa jest zdrowa miłość. W efekcie partner-lustro albo do Ciebie dołączy, dopasowując się mentalnie do nowej sytuacji albo odpadnie, bo jest tak nisko względem zdrowej Ciebie ze swoimi gierkami i toksycznymi wzorcami zachowań, że nie jest w stanie funkcjonować w niezaburzonych warunkach. Partner albo do do Twojej nowej wersji dorośnie albo zwyczajnie odpadnie robiąc miejsce komuś kto będzie Ciebie zauważał i doceniał. W obydwu przypadkach wygrałaś.

Na początku możesz poruszać się po skrajnościach – to jest naturalna droga do równowagi, jaką jest docenianie innych, ale też docenianie siebie i widzenie swoich spraw jako ważne. Maya Ori twierdzi, że jeżeli nie znamy złotego środka, skrajności będą przez jakiś czas elementem naszego rozwoju.

 

 

W okolicach nadmorskiego Poddąbia. Archiwum prywatne.

 

 

Pamiętaj: „Kobieta, która ma adekwatne poczucie własnej wartości, nie będzie widoczna dla narcyza” – Maya Ori. 

 

 

Zasada nr 2 – nie pozwól na manipulowanie tobą poczuciem winy.

Dobra wiadomość jest taka, że w trakcie wzrostu Twojej miłości własnej, z czasem naturalnie rozwiniesz odporność na manipulacje. Sytuacje manipulacyjne będziesz wyczuwała i odbierała jako oczywisty cringe, a Twoje wzmocnione granice osobiste pozwolą Ci na asertywną reakcję. Dużo się zmieni, gdy zaczniesz słuchać siebie. Pomoże Ci w tym praktyka uważności poprzez medytację, dostrzeganie własnych emocji, pracę z wewnętrznym krytykiem i dzieckiem wewnętrznym. W ogóle polecam przyjrzenie się systemowi IFS, który zakłada istnienie w nas wielu osobowości. Podarowanie im uwagi, czyli właściwie sobie, bardzo często w znacznym stopniu poprawia nasze funkcjonowanie.

Ale uwaga. Na początku wyzwaniem może być słuchanie tak zwanej intuicji. Wiele kobiet szczególnie, nazywa intuicją coś, co ma źródło w niepokojach. Niepokoje zaś często mają swój korzeń w nieprzyjemnych doświadczeniach, a jeszcze bardziej w nieuświadomionych przekonaniach tożsamościowych. Tożsamościowych czyli dotyczących nas samych. Słuchanie siebie przynosi korzyść zwłaszcza wtedy, gdy potrafimy te sytuacje odróżniać.

 

 

Zasada nr 3 – Twoje granice.

W tym punkcie dodałabym tylko, że w zdrowych granicach nie chodzi o to, by otaczać się zasiekami i na każdego patrzeć jak na potencjalnego wroga. Chodzi o to, byśmy były w zdrowy sposób otwarte, zakładające dobrą wolę drugiego człowieka, a jednocześnie uważne na to, jak czujemy się z tym, czego w relacji z nim doświadczamy. Dobrze, jeśli w ślad za świadomością własnych emocji idzie umiejętność zdrowego ich wyrażania. W grę wchodzi też rozpoznawanie flashbacków czyli tej nadbudowy emocjonalnej, która „odpala” nam się w momencie doświadczania sytuacji podobnej do tej z przeszłości, która była dla nas trudna. Dobrze też, byśmy odróżniały emocje, które czujemy (radość, smutek, złość, lęk, dyskomfort, rozczarowanie, szczęście) od ich interpretacji (poczułam się zignorowana, poczułam się ważna, pominięta, doceniona). To drugie to nie emocje, a wtórne interpretacje sytuacji związanych z pierwotnymi emocjami. Praca nad swoimi emocjami ma sens, ponieważ od tego, jak funkcjonuje nasz umysł, a na co najczęściej mamy wpływ, od tego jakie programy są tam wdrukowane i działają sobie „w tle”, zależy każdy inny aspekt naszego życia – życie zawodowe, związek i relacje z innymi ludźmi, nasze samopoczucie, nasz poziom produktywności. Każdy, kto doświadczył na tym polu jakichś dysfunkcji utrudniających życie i funkcjonowanie na co dzień, wie o czym mówię.

 

 

 

fot. Pixabay.

 

 

Zasada nr 4  – Seksualność.

Jestem zwolenniczką tego, by poczekać, bez względu na Twoje wyznanie czy światopogląd. To odsłoni zamiary wobec Ciebie i pozytywnie wpłynie na twoje poczucie własnej wartości jako prezentu w czyimś życiu. Zdanie „Twoje ciało jest świątynią” wykracza w moim odczuciu o wiele bardziej poza rozumienie przyjęte w religii katolickiej. Chodzi o to, by kierować się miłością, do siebie przede wszystkim – bo z tym my, zwłaszcza kobiety, mamy największy problem. Miłość do siebie polega tu na nie robieniu niczego niezgodnego z wewnętrznymi granicami. Będziesz to czuła, jeśli tylko będziesz wystarczająco słuchała siebie.

 

 

Zasada nr 5 –  Finanse tez są ważne – tu zmiana jest poważna, a ja byłam bardzo radykalna w poprzednim artykule.

Nie skreślaj mężczyzny od razu, ale raczej ucz go siebie, tego jakbyś się chciała czuć w związku, jak chciałabyś być traktowana, czy chciałabyś być zapraszana. Tu nie chodzi o „naciąganie” ani też o sprawdzanie i robienie testów. Często my same jesteśmy zamknięte na otrzymywanie i gdy się otwieramy, dzieje się magia. Ale trzeba też dla siebie samej uwolnić się od oczekiwań, że ktoś zrobi dokładnie to czego byśmy w danym momencie chciały. Zdrowa męska energia jest otwarta na dawanie, a zdrowa żeńska na otrzymywanie. W dzisiejszych czasach kobiety często uczą mężczyzn płacenia „po połowie”, bo nie potrafią przyjmować albo co gorsza uczą ich płacenia za nich, a wyręczanie mężczyzny kastruje męskość. To trudne, szczególnie na początku, komunikować, że lubisz być zapraszana i gdy to mężczyzna płaci, bo wtedy czujesz się tak ładnie po męsku zaopiekowana, widziana jako kobieta. Z czasem okaże się, czy mężczyzna jest po prostu skąpy, czy po prostu z jakiegoś powodu stłumiona w nim została naturalna energia męska. 

 

 

Zasada nr 6 – co robi w życiu a raczej ze swoim życiem Twój mężczyzna… wciąż aktualne.

 

 

Zasada nr 7  – empatia to podstawa. Zasadniczo nie czepiam się do poprzedniej wersji, ale mam kilka słów uzupełnienia.

Jeżeli zadbasz o wysoki poziom empatii nie tylko wobec innych (to już znasz bardzo dobrze, prawda?), ale przede wszystkim wobec siebie, to w naturalny sposób będziesz „niewidoczna” dla osób mało empatycznych, a one dla Ciebie. To normalne prawo rezonansu, któremu wszyscy podlegamy.  Jeżeli będziesz miała radary na innych, przyciągniesz prawdopodobnie kogoś, kto będzie chciał nakarmić się Twoją empatią, mając samemu jej braki. Jeżeli będziesz pamiętała o sobie,  prawdopodobnie „trafisz” na kogoś równie zdrowego, kto będzie dawał dużo Tobie, pamiętając o sobie. Bo inni są naszym lustrem, a podobne przyciąga podobne. Co to znaczy, że inni są naszym lustrem? Jeśli na przykład czujesz się mało ważna w bliskiej relacji, zastanów się, gdzie Ty dla siebie samej jesteś mało ważna. Wzrost miłości własnej spowoduje, że rzeczywistość wokół Ciebie będzie musiała dostroić się do Twojej nowej wibracji (bo podobne przyciąga podobne).

 

 

fot. Pixabay.

Dlaczego praca nad własną zmianą jest tak ważna i dlaczego ważna jest Twoja intencja?

Poczujesz się lepiej i rzeczywistość wokół Ciebie się zmieni dopiero wtedy, gdy podejmiesz wyzwanie własnej zmiany. Jak to się dzieje, opisałam powyżej. Jednak ważne jest, żebyś nie wpadła w pułapkę, w jaką wpadają kobiety z tendencją do uzależniania się emocjonalnego od partnera. Chodzi o to, żebyś pragnęła zmiany dla siebie, a nie żeby w ten sposób pośrednio wpłynąć na drugiego człowieka. On albo dostroi się do nowej Ciebie albo odpadnie, jeśli to nie jego poziom. Zazwyczaj nasi partnerzy bardzo ładnie dostosowują się do naszej zmiany. Pamiętaj, że jedyny wpływ jaki masz, to wpływ na siebie (co oznacza także, że możesz inspirować partnera do zmian na lepsze, poprzez własne zachowanie), a jedyna zdrowa kontrola Twojego związku to kontrola siebie, swoich przekonań, sposobu w jaki wyrażasz swoje emocje – słowem – kontrola Twojego własnego poletka, Twojej części odpowiedzialności za relację.

 

 

 

fot. Pixabay.

 

 

 

Słowo o toksycznej relacji.

Mój znajomy po przeczytaniu mojego artykułu sprzed roku zwrócił mi uwagę na to, że zalecam kobietom ucieczkę, unikanie, zamiast obserwacji i wyciągania wniosków. Wtedy już cos mi świtało, że On może mieć rację, ale nie byłam gotowa jeszcze wówczas na to, by się z nim zgodzić. Dziś uważam, ze miał racje (dziękuję Krzysiu). Jeżeli będziesz uciekać od kontrastowych sytuacji, uciekając jednocześnie od samej siebie, zmienią się tylko okoliczności, twarze i miejsca, a nieprzerobione sytuacje będą wracać jak bumerang. bo być może są właśnie po to, byś mogła przyjrzeć się swoim przekonaniom i siebie uzdrowić. Wyczyścić to, co Ci nie sprzyja. Na początku to będzie mega trudne, bo nie będziesz miała pojęcia co z tym wszystkim zrobić i co w ogóle czujesz, a ucieczka i unik, odcięcie się od źródła kontrastu (czyli tego, czego nie chcesz doświadczać) będą wydawały się jedynym słusznym i rozsądnym rozwiązaniem. I tak będzie, jeżeli Twoje bezpieczeństwo jest zagrożone. W innym wypadku zatrzymaj się, zapytaj się siebie, gdzie ja dla siebie jestem taka, jaką nie chcę być traktowana przez bliskich. Jeśli będzie taka potrzeba, a zwykle jest, bo nie mamy dystansu do własnego krytyka wewnętrznego, warto skorzystać z dobrej terapii lub coachingu. 

Życzę Ci powodzenia w odkrywaniu Twojej wartości i rozwijaniu miłości, a na tej drodze polecam Ci takich mentorów, jak: Maya Ori, Ula Kamińska, Ewelina Brzostowska czy Monika Trzaskowska.

 

 

A na koniec bonusik, czyli słowo o zazdrości.

Polecam wszystkie filmiki na yt Uli Kamińskiej na temat zazdrości. Wiele wyjaśnią na temat, jakie uczucia składają się na zazdrość, czym ona jest spowodowana i jak z nią pracować. Ja powiem Ci z własnej perspektywy, że zazdrość zawsze, ale to zawsze jest związana z poczuciem własnej wartości, miłości do siebie oraz lękiem przed porzuceniem, a zatem są to obszary, którymi zaopiekowanie się będzie miało pozytywny wpływ na Twoje uwolnienie. Tak, uwolnienie. Piszę to z pełną świadomością, bo dokładnie wiem o czym piszę. Jeśli doświadczyłaś lub doświadczyłeś kiedykolwiek chorobliwej zazdrości to wiesz, o czym mówię. Zazdrość zawsze jest powiązana z głęboko zakorzenionymi w Tobie przekonaniami tożsamościowymi, więc kiedy czujesz ten niefajny miks uczuć zwanych zazdrością, zadaj sobie pytanie, co czujesz i dlaczego. Zacznij siebie słuchać, zadawać sobie pytania. Odpowiedzi na pewno się pojawią. Zaopiekuj się też swoim wewnętrznym dzieckiem – ono często utrudnia Ci funkcjonowanie, gdyż próbuje przyciągnąć Twoją uwagę. Potrzebuje uznania swoich odczuć, które być może w Twojej przeszłości ignorowałeś lub wypierałeś. Bądź dla siebie dobra. Jakże często potrafimy od siebie wymagać, traktować siebie samych jak korporacyjny trybik, a nie potrafimy być dla siebie łagodni, wspierający, nie potrafimy siebie utulić.

 

 

fot. Pixabay.

 

 

 

 

 

Z miłością – Jagodowa.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.